Ekologiczna zasłona dymna

encyklika Laudate Si
Fot. wikipedia.org

Wydarzeniem czwartku 18 czerwca było ogłoszenie encykliki papieża Franciszka I zatytułowanej „Laudato Si”. Przedwczesne uznanie jej za antypolską i larum z tym związane, okazało się niewypałem. Taki był przynajmniej czwartkowy przekaz wszystkich mediów.

 
I ja się z tym zgodzę. Ekologia to ważna rzecz, nawet jeśli uznać, że jej postulaty są czasami mocno naciągane. To, że Franciszek I zwraca uwagę na zagrożenia związane z niekontrolowanym rozwojem przemysłu, przede wszystkim tego, związanego z energetyką, należy uznać za pozytyw. To chyba pierwsza tak ważna osoba, która odważnie podejmuje całościowo ten temat. I faktycznie, owe określenia o antypolskości encykliki były na wyrost. Może po to, aby wzbudzić większe zainteresowanie tym dokumentem. We mnie wzbudziły, bo do alarmów ekologów odnoszę się dość sceptycznie i skłoniły do bliższego zapoznania się z „Laudato Si”. Zadanie wcale nie łatwe, wziąwszy pod uwagę fakt, że polskie tłumaczenie to 200 stron tekstu. Przyznam szczerze, że w miarę wgłębiania się w tę lekturę, narastało we mnie zdumienie.
 
Pomijam fakt, że ów medialny zachwyt, i z lewa, i z prawa, i z centrum, nie bardzo wiadomo z czego wynika. Bowiem po lekturze całości trudno znaleźć w tej encyklice coś odkrywczego. Te wszystkie opinie o zagrożeniu ekologicznym naszej planety są nagłaśniane od kilkudziesięciu lat. Nadmierna eksploatacja złóż, niszczenie takich obszarów jak dżungla amazońska czy dorzecza Konga, nadmierna emisja CO2, brak racjonalnej gospodarki odpadami, nadmierna i nieracjonalna gospodarka zasobami oceanów itd. itd. Do tego zagrożenia spowodowane rozbudową i gromadzeniem broni jądrowej, czy wreszcie gwałtowne bogacenie się bogatych i coraz większe obszary biedy. My, nawet już od dłuższego czasu wiemy, że trzeba myśleć o odnawialnych źródłach energii – na co Papież też zwraca uwagę. Rzekłbym nihil novi. Jedyne, co mógłbym uznać za nowatorskie, to fakt, że wszystkie te zagrożenia są zawarte w jednym, jakże ważnym dokumencie, bo przecież encyklika brzmi doniośle. Tym donioślej, że powołuje się na autorytety świętych poprzedników na Tronie Piotrowym, patriarchę Bartłomieja i swego duchowego imiennika, św. Franciszka z Asyżu.
 

 
A jednak, nie byłbym sobą, gdybym nie znalazł czegoś niepokojącego, co dziwnie, jest przemilczane w medialnym zachwycie. W rozdziale V, pkt. 49 Papież zwraca uwagę na istotny problem: „Chciałbym zauważyć, że często nie ma jasnej świadomości problemów, które wpływają szczególnie na ludzi wykluczonych. Stanowią oni większość mieszkańców planety – to miliardy ludzi. (…)W rzeczywistości, kiedy dochodzi do konkretnych działań, często pozostają na ostatnim miejscu [biedni – dopisek mój]. Wynika to po części z faktu, że różni specjaliści, osoby opiniotwórcze, środki przekazu i ośrodki władzy znajdują się z dala od nich, w izolowanych obszarach miejskich, nie mając bezpośredniego kontaktu z ich problemami. Żyją i dumają w luksusowych warunkach, które są poza zasięgiem większej części ludności świata”1. W tym miejscu zrodziło się we mnie pytanie: z jakiego miejsca na problem spogląda sam Autor tych słów? Nawet jeśli udaje się z pielgrzymką w różne części świata, czy widzi prawdziwą biedę, czy tylko tę, którą mu ukazują? Ale pojawia się zarzut zdecydowanie ostrzejszy, niż te wszystkie poprzednie: „Zamiast rozwiązywać problemy ubogich i myśleć o innym świecie, niektórzy chcą jedynie [? –znak zapytania mój] proponować ograniczenie liczby urodzeń. Nie brakuje nacisków międzynarodowych na kraje rozwijające się, uzależnianie pomocy gospodarczej od zastosowania określonej polityki – zdrowia reprodukcyjnego. (…) Obwinianie wzrostu demograficznego, a nie skrajnego i selektywnego konsumpcjonizmu, jest sposobem na uniknięcie stawienia czoła problemom” (rozdz. V pkt. 50).
 
Dla mnie przekaz jest jasny, choć pewnie znajdą się oponenci, którzy udowodnią mi, że jak zwykle

Laudato Si
Fot. pixabay.com

przesadzam. Być może, choć chciałbym wiedzieć, jaki sens ma ten wtręt wobec tezy o nadmiernym, i co już nie zostało powiedziane, niekontrolowanym przyroście naturalnym w obszarach największej biedy na ziemi – w odniesieniu do ekologii? Dla mnie jasny. Skoro Kościół jest zdecydowanym przeciwnikiem kontroli narodzin, winę trzeba zrzucić na tych, którzy byliby i są gotowi zarzucić Mu opór wobec stosowania antykoncepcji. Kościół nie chce widzieć zagrożenia dla świata w nadmiernym przyroście naturalnym, który generuje zarówno nadmierne zużycie naturalnych zasobów żywności, jeszcze gorsze w skutkach zanieczyszczenie odpadami jak i rozkwit konsumpcjonizmu. Bo biednych wprawdzie nie stać na nadmierny konsumpcjonizm, ale za to tylko potęguje ich potrzebę posiadania, szczególnie dziś, kiedy przepływ informacji nie napotyka na żadne przeszkody. Bo Franciszek I ma też pretensje do informatyzacji: „Dołącza się do tego dynamika mediów i świata cyfrowego, gdy staje się wszechobecna, nie sprzyjając rozwojowi zdolności do mądrego życia, głębokiego myślenia, wielkodusznego miłowania”. Chyba chodzi tu o zasadę: czego oczy nie widzą…
Znamiennym jest tu pewne zdanie z rozdziału „Moje wezwanie”: „Stwórca nas nie opuszcza, nigdy nie cofa się w swoim planie miłości, nie żałuje, że nas stworzył” (rozdz. I, pkt 13). Choć wypowiedziane w innym kontekście, warto zastanowić się nad jego znaczeniem. Jeśli ów Bóg ma swój plan, może warto na tym planie polegać, gdyż należy się spodziewać, że człowiek w końcu upora się z zagrożeniem ekologicznym. Mnie dziwnie to ekologiczne przesłanie Papieża kojarzy się z zasłoną dymną, która ma przykryć współodpowiedzialność Kościoła za obecny stan rzeczy, w tym występowanie coraz ostrzejszych różnic między bogatymi a biednymi i za szerzenie się obszarów biedy. Całe wieki namaszczał i namaszcza dalej tych, którzy rządzili, i którzy się nadmiernie bogacili kosztem innych, sam zresztą biorąc czynny udział w wykrajaniu tych, co lepszych kawałków tortu, zwanego Ziemią. Dziś powoli odstawia się Go od tego tortu, poprzez sekularyzację, więc trzeba bić na alarm, wmówić innym, że tort się psuje.
 
Ja mam świadomość, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i w mniemaniu Papieża, zgubą dla świata jest nadmierny postęp technologiczny ze wszystkimi jego konsekwencjami. A warto zwrócić uwagę na fakt, że ów postęp skutkuje coraz bardziej energooszczędnymi technologiami, rozwojem badań nad produkcją roślin genetycznie modyfikowanych – GMO, której Papież też jest przeciwny. Załóżmy hipotetycznie, że nagle Świat jednak posłucha jego słów. Zaprzestanie postępu i zajmie się ratowaniem Ziemi ze wskazaniem na zaspakajanie potrzeb ludzi biednych. Konkretnie, bogaty Zachód rozda swoje nadmierne bogactwo. Efekt? Bieda nadal będzie się rozprzestrzeniać, generując coraz większe spustoszenie zasobów naturalnych. Wtedy naprawdę przyjdzie nam tylko liczyć na to, że Bóg nas nie opuści.

 

Autor:Kornel Wolny

Przypisy:
1 – wszystkie cytaty pochodzą z wersji encykliki zamieszczonej na http://wyborcza.pl/1,75478,18143309,Encyklika_papieza_o_srodowisku__Polskie_czytanie_.html

Ekologiczna zasłona dymna
5 (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *