Kobieta ze złota – Gregor Collins

kobieta ze złotaPrzyznam, że z obawą rozpocząłem lekturę tej książki, reklamowanej jako autentyczną opowieść o miłości młodego aktora Gregora Collinsa (trzydzieści dwa lata) i dziewięćdziesięciodwuletniej Marii Altmann, bo jak w każdej reklamie, i tu można było się spodziewać przekłamań. Na domiar wszystkiego, każdy wydawca opatrzy książkę jakąś ciekawą opinią, zazwyczaj jakiejś znanej osoby. To się w końcu nie bez przyczyny nazywa promocją.

 

I tym razem nie jest inaczej. Czytam: „Oto z najniezwyklejszego z niezwykłych romansów wyrasta głębokie, ujmujące i zabawne studium tego, co miłość i wiek oznaczają w dzisiejszym czasie. Nie potrafię znaleźć  właściwych słów, by dość gorąco polecić tę książkę. – Stan Evans, laureat Nagrody Emmy.1 Niemal wszystko się zgadza poza jednym, jedynym szczegółem. Ta książka nie jest studium miłości, w sensie, w jakim przyjęliśmy rozumieć to magiczne słowo. W bardzo uproszczonym skrócie, jest to pamiętnik młodego człowieka, niespełnionego aktora, reżysera i producenta, podejmującego się opieki nad starszą panią o dość bogatych przeżyciach. Tak naprawdę jest to jej historia, przeplatana, w pewnym sensie, sensacyjnym wątkiem walki o zwrot zagrabionych jej obrazów, oraz anegdotami z jej dawnego i obecnego, chylącego się ku schyłkowi życia. Między nimi tworzy się więź, czyniąc ich sobie bliskimi, ale w moim odczuciu, daleko tej więzi do miana miłości. Oboje inteligentni, nietuzinkowi, o podobnych zapatrywaniach na życie, a przy tym obdarzeni tym samym poczuciem humoru. Tym cechom różnica wieku nie jest straszna, nie stanowi żadnej przeszkody w szczerym komunikowaniu się ze sobą, ba!, w staniu się przyjaciółmi, choć istnieje tu zależność pracodawcy i pracownika, osoby wymagającej opieki i opiekuna .




W przewadze jest zabawnie, jak chociażby w zdaniu: „Zasługujesz na lepsze rzeczy niż oglądanie dziewięćdziesięcioletniej baby w staniku.”2, lub zabawa słowna: „Ciepły po niemiecku w slangu oznacza homoseksualistę. Moja matka zawsze mówiła do Fritza: Lubię w tobie to, że jesteś taki ciepły.”3 Jeszcze jeden uroczy fragment. Oboje siedzą przy basenie, po którym pływa para kaczek. „Nagle samica poderwała się i zaczęła stroszyć pióra i podskakiwać w kółko. Maria, wpatrzona w tę scenę, powiedziała: „Patrz, ona chce się ruchać”.”4 Maria Altmann, mimo swego wieku, wręcz tryska takim rubasznym humorem na większości kart książki, które starannie zapisuje Gregor Collins. Jemu nic nie umyka, nawet to, że musi się dopiero uczyć tak prozaicznych czynności jak gotowanie, dbanie o wygody i wygląd tej wymagającej kobiety. Ta książka to też swego rodzaju saga rodzinna Marii Altmann z jej przebogatą historią, ale i również licznych jej znajomych. Historią sięgającą początków rodzącego się niemieckiego nazizmu i anszlusu Austrii, co ma ścisły związek z tytułową „Kobietą ze złota” obrazu Gustawa Klimta, a którą autor powieści, niejako bezwiednie, utożsamia z Marią.

Jeśli, Czytelniku, szukasz romansu w tej książce i niezdrowej sensacji, poczujesz się zawiedziony. Lecz jeśli interesuje Cię pięknie opowiedziana historia, z niezliczoną ilością luźno ze sobą związanych wątków, często zabawnych i anegdotycznych – poczujesz się w pełni usatysfakcjonowany, bo też Georg Collins wydaje się wręcz niezrównanym gawędziarzem.
Przypisy:
1 – obwoluta, „Kobieta ze złota”, Gregor Collins, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2015 r.
2 – ibidem str. 37
3 – ibidem str. 53
4 – ibidem str. 132

Autor: Kornel Wolny

Książkę do zrecenzowania udostępniło Wydawnictwo Replika

 

Oceń nasz artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *