Apaszka

apaszka

Moje wspomnienie sięga czasów licealnych.Dla nas, uczniów klasy o profilu humanistycznym ważną rolę odgrywał pan od polskiego. Był młody, pełen pomysłów, postrzegaliśmy Go jak bohatera książki “Stowarzyszenie umarłych poetów”. Potrafił rozpalić w nas ten ogień i miłość do literatury każdego rodzaju. Do dziś wspominam cykl lekcji o Antygonie, zakończony sądem nad główną bohaterką dramatu Sofoklesa. Był bezpośredni, nie tworzył typowego dystansu nauczyciel-uczeń, potrafił słuchać i zachęcał do poszukiwań w temacie KULTURA szeroko rozumiana.

Jakież było nasze rozczarowanie, gdy nasz ukochany nauczyciel przyszedł kiedyś na lekcję w apaszce zawiązanej na szyi, niczym nowomodny dandys i z sygnetem na palcu. Postanowiliśmy Go jakoś ukarać, dać do zrozumienia, że bycie idolem dorastającej młodzieży kłóci się z takim stylem ubierania. Następnego dnia cała klasa, co do jednego ucznia przyszła na język polski w apaszkach. zawiązanych na szyjach w identyczny sposób.

Nasz psor wszedł do klasy, a wchodził z kantorka przy sali lekcyjnej, więc miał od razu ogląd całej klasy… spojrzał na nas, zacisnął usta, kazał wyjąć kartki i zrobił kartkówkę.

Oczywiście kartkówka miała zamierzony cel i nikt nie mógł napisać jej pozytywnie, wszyscy dostali pały!
Następnego dnia pan profesor wkroczył do klasy już bez apaszki, oświadczył, że nic nie umiemy, ale zamiast wstawić dwóje do dziennika – wybuchnął śmiechem i podziękował, że w tak inteligentny sposób daliśmy mu prztyczka w nos.
Przegadaliśmy całą lekcję do końca, kartki z nieszczęsnym sprawdzianem trafiły do kosza, a my nie czuliśmy satysfakcji z ukarania nauczyciela, bardziej radość z odzyskania dawnego psora od polaka…

Autor: Joanna

(praca przysłana na konkurs “Widziane ze szkolnej ławki”)