Kiedy myślę o swoim liceum, to się uśmiecham

liceum

Odeszły już w zapomnienie wszystkie chwile grozy i strachu przez klasówkami, egzaminami i odpytywaniem. Za to wciąż przypominają się zabawne sytuacje i barwne postacie profesorek i profesorów.

Właściwie o każdym można by napisać osobne wspomnienie, ale zdecydowanie najciekawszą postacią była nasza nauczycielka języka rosyjskiego. Wiera, bo tak autentycznie miała na imię, była typem takiej prawdziwej rosyjskiej żenszcziny. Starsza pani, słusznej postury, mówiąca ze wschodnim zaśpiewem. Jowialna, ale i sroga. Na jej lekcje chłopcy zakładali marynarki, a dziewczęta obciągały do kolan, modne wówczas mini spódniczki. Ciągle nas strofowała (wtedy jeszcze nauczyciel mógł podnieść głos na ucznia), ale też uwielbiała godzinami opowiadać o swoich podróżach po ZSRR.

I tę właśnie przypadłość perfidnie wykorzystywaliśmy. Często podpuszczaliśmy naszą Wierę na opowieści, żeby uniknąć klasówki albo jakiegoś gruntownego przepytywania. Kiedy wchodziła do klasy, witał ją gromki, chóralny śpiew „Rozcwietali jabłoni i gruszy”. Zwykle to ją rozbrajało i wywoływało szeroki uśmiech na twarzy. Wtedy jedna z naszych koleżanek, która wybierała się na filologię rosyjską i była jej ulubienicą, pięknie, po rosyjski oczywiście, prosiła ją, żeby nam coś opowiedziała o swoich podróżach. W większości przypadków nasz podstęp się udawał i Wiera zaczynała swoje opowieści. Bywały jednak dni, kiedy już od progu widzieliśmy jej chmurną minę i nie pomagały chóralne śpiewy i przymilanie się koleżanki. Padało twarde hasło „wyjmijtie kartoczki” i trzeba było się zmierzać z kolejną, niezwykle trudną, klasówką. Bo co by o niej nie mówić, rosyjskiego nauczyła nas perfekt, nawet najbardziej oporni do dziś znakomicie się tym językiem posługują.

Ostatni raz Wierę spotkałam kilka lat po maturze, w… teatrze. Przyprowadziła swoją klasę na awangardowy spektakl wystawiany w naszym mieście. Serdecznie wypytywała co u mnie słychać i zaprosiła, bym usiadła koło niej na widowni. Podczas spektaklu, kiedy aktorzy miotali się po scenie przy ogłuszających dźwiękach muzyki, Wiera nachyliła się do mnie, złapała mnie za łokieć i zanosząc się od śmiechu wykrzyknęła:
„Rozumiesz coś z tego?! Bo ja nie!!!”

Autor: Bożena B.

(praca przysłana na konkurs “Widziane ze szkolnej ławki”)