Nominacja do książki roku. Ku chwale profesury.

książka roku

Ja zawsze miałem sceptyczny stosunek do amerykańskich uczonych, to znaczy takich, co to udowadniają coś, co jest nie do udowodnienia. Często się zastanawiałem, dlaczego u nas takich nie ma? Na szczęście okazało się, że są, więc tym samym dorównaliśmy czołówce światowej. A wszystko za sprawą książki prof. Tomasza Rudowskiego z Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji UW, zatytułowanej „Resocjalizacja przez sztukę sakralną w kontekście fizyki kwantowej”1. Uff…

Tytuł wydaje się mądry, bo i ta resocjalizacja przez sztukę sakralną może się wydawać możliwa, a fizyka kwantowa czyni olbrzymie postępy. Choć z drugiej strony, nie bardzo rozumiem, co ma jedno do drugiego? Na moje nieszczęście nie znam się na resocjalizacji, ani tym bardziej na fizyce kwantowej. Totalny laik jestem, więc te moje poniższe dywagacje opierają się na tak zwanym chłopskim rozumie. W końcu mieszkam od jakiegoś czasu na wsi. Tu wyjaśnię, piszę o polskich uczonych, gdyż tę książkę zaopiniowało dwóch innych profesorów tej samej uczelni. Zaopiniowało pozytywnie (sic!)

Uspokoję też, nie będę tych dwóch tematów przewodnich rozwijał, więc nie zanudzę tą resocjalizacją ani, tym bardziej, fizyką kwantową. Odniosę się tylko do podobno naukowych wniosków w niej zawartych, bo jak długo żyję i jak długo czytam, z takimi bredniami spod pióra profesora nie miałem do czynienia. Jakem naukowe beztalencie, zatem będę się czasami podpierał opiniami innych2. Na początek o samym tytule. Pewien znany krytyk bredni naukowych, Tomasz Witkowski, pisze o nim tak: „Albo mamy do czynienia z przełomowym odkryciem naukowym XXI wieku, starannie skrywanym przed światem, albo z marnotrawieniem publicznych pieniędzy”. I jest w tym sporo racji, bo ja nigdzie nie znalazłem informacji o tym, by fizyka kwantowa zajmowała się psychologią lub socjologią.

Warto posłużyć się kilkoma „rodzynkami” umieszczonymi w pseudonaukowej papce. Na początek coś takiego: „Na dzień dzisiejszy zweryfikowana naukowo teoria kwantowa, w tym zasada nieoznaczoności Heisenberga, wskazuje na niemożliwość poznania wiary względem jej wielkości”(sic!). Ktoś coś z tego zrozumiał? Spokojnie, ja też nie, ba!, nawet nie próbuję zgadnąć, co to jest ta zasada nieoznaczoności kogoś tam. Inny fragment jest już bardziej zrozumiały, choć tylko pozornie: „(…) zatem wszystko to, co znamy jako nasz świat, w ostatecznym rozrachunku składa się z tej samej substancji, maleńkich porcji światła (kwantów) wibrujących z różną prędkością. Część światła wibruje tak wolno, że wydaje się skałami i minerałami”. A mnie do tej pory wydawało się, że materia jest zbudowana z atomów a nie z światła, ale co ja tam wiem. Nasuwa mi się tylko pytanie, co decyduje o tej prędkości wibracji? A teraz to: „Pole mające charakter kwantowy stanowi bezkresną sieć połączeń między istotami ożywionymi a ich środowiskiem. W świecie połączeń ogromne znaczenie ma ludzka świadomość będąca emisją fotonów”. Nawet jeśli by to uznać za prawdę, niech mi ktoś wytłumaczy, co było przed istotami ożywionymi skoro kiedyś ludzkiej świadomości nie było? Nawet uwzględniając dinozaury i pierwotniaki a nawet jednokomórkowce, przed istnieniem człowieka świat nie istniał? Bo tu jest mowa o ludzkiej świadomości. Jeszcze coś lepszego. Polski uczony twierdzi, że „jedna cząstka może się jednocześnie znajdować w 3000 miejsc”. To jakby udowadnia możliwość bilokacji. Pomyśleć, że mogę być w trzech tysiącach miejsc naraz, a biura podróży i komunikacja zdzierają ze mnie tyle kasy na wojaże nie tylko zagraniczne.

Ten profesor obala też jeden z elementów teorii ewolucji. Sorry, nie, nie on, a fizycy kwantowi. Pisze tak: „Fizycy kwantowi udowodnili, że rozwój świadomości odbywa się nie tyle na drodze ewolucji Darwina, co reinkarnacji myślenia [podkreślenie moje] w polu kwantowej świadomości, wraz z wiarą i nadzieją. (…) Zgodnie z fizyką kwantową… daje się wykreślić hipotetyczne krzywe będące falami odpowiadającymi wierze i nadziei w przestrzeni…”. Tu już nawet mnie ręce opadają, choć jestem niespotykanie spokojnym czytelnikiem. Kiedyś czytałem książkę Michała Hellera „Sens życia i sens wszechświata”3, w której autor próbuje przystosować fizykę kwantową do zagadnień wiary, ale robi to w sposób subtelny i w kategoriach luźnych skojarzeń i przypuszczeń, przy czym nie wciska owych fizyków kwantowych do grona poszukujących Boga. W książce Rudowskiego mamy ewidentnie do czynienia z manipulacją i dezinformacją. Panie profesorze, fizyka kwantowa nie zajmuje się wiarą, miłością i nadzieją. Tym bardziej reinkarnacją!

Liczba podobnych bzdur do tych zaprezentowanych powyżej jest zdecydowanie dłuższa i równie kontrowersyjna. I powinienem zakończyć, ale nie mogę się oprzeć pokusie zacytowania jeszcze jednej, którą umieściłbym w kategorii wisienki na torcie: „Zdolność jasnowidzenia też jest wyjaśniona w pełni na gruncie mechaniki kwantowej: Dysponenci tych zdolności za pośrednictwem przedmiotów mających związek np. z poszukiwaną ofiarą, w świetle zasady nieoznaczoności i splątania kwantowego Heisenberga mają dostęp do ich właściciela” (sic!) Musiałem się uszczypnąć i spojrzeć na kalendarz, choć nie po to, by sprawdzić, jaki mamy dziś dzień. Chciałem sprawdzić, w którym wieku my żyjemy. Na moje nieszczęście wszystko się zgadzało. Jest XXI i profesor Rudowski właśnie uwierzytelnił Krzysztofa Jackowskiego – polskiego jasnowidza, hochsztaplera i szarlatana.

Gdyby to ode mnie zależało, nominowałbym tę książkę do nagrody za największą bzdurę naukową roku 2017. Gdybym jeszcze potrafił się rozdzielić na te trzy tysiące sobowtórów jednocześnie – ta nominacja otrzymałaby główną nagrodę.

Autor: Kornel Wolny

Przypisy:
1 – „Resocjalizacja przez sztukę sakralną w kontekście fizyki kwantowej”, Tomasz Rudowski, Wydawnictwo Dyfin, Warszawa 2017;
2 – – Całość oparta na, a cytaty zaczerpnięte z  http://pauza.krakow.pl/435_2018.pdf oraz http://wyborcza.pl/7,75400,23896050,psychologia-kwantowa-czyli-pseudonauka-na-uniwersytecie-warszawskim.html
3 – „Sens życia i sens wszechświata”, Michał Heller, Wydawnictwo Kraków, 2014 rok;