By polskie seniorki były jak moje dziewczyny! – rozmowa z Mariką Krajniewską

Marika Krajniewska
Fot. Anna Podsiedlik.

4. lipca na półki księgarń trafi nowa książka Mariki Krajniewskiej „Och, Elvis”. Opowiada ona o przyjaźni, podeszłym wieku, radości i dążeniu do spełnienia marzeń. Ponieważ w ostatnim czasie seniorzy to dość mało popularna grupa wiekowa – nawet jeśli chodzi o powieści, postanowiłam zadać autorce kilka pytań dotyczących nowej książki i nie tylko.

Przeglądając informacje o Pani i Pani działalności, można zauważyć, że poświęca Pani sporo uwagi propagowaniu czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży. Natomiast książka Och, Elvis! wydaje się napisana dla zupełnie nowej grupy wiekowej. Co spowodowało, że zainteresowała się Pani właśnie seniorami?

Poświęcam sporo uwagi, by propagować czytelnictwo w ogóle. A czy pisanie książek jest równoznaczne z propagowaniem czytelnictwa? Tak nie jest do końca. Ile znam fantastycznych osób czy instytucji, które nie będąc pisarzami, zajmują się promocją czytelnictwa i zachęcają różne grupy wiekowe do tego, by sięgnęły po książkę. Jeśli chodzi zaś o moje pisanie, nie ma tu nic nowego. Jestem autorką dziesięciu już opublikowanych powieści i tomów opowiadań dla dorosłych. To jest główna moja grupa czytelników. Niektóre z nich były nominowane do literackich nagród, m.in. Nagrody Literackiej im. Reymonta czy Angelusa. Jeśli chodzi o prozę dziecięcą czy młodzieżową, to jeszcze jestem przed debiutem, nad którym obecnie pracuję razem z moim mężem. Jeśli chodzi o seniorów, interesowałam się nimi, odkąd pamiętam. Głównie za sprawą moich dziadków i ich opowieści. Tych zabawnych, ale i tych dramatycznych, których niestety mieli w swym zanadrzu pod dostatkiem. W książce Och, Elvis! zależało mi na zestawieniu starości z młodością i pokazaniu, że w zasadzie niczym się od siebie nie różnimy, obie grupy wiekowe szukają radości, miłości i przywołują wspomnienia. I tu upatruję różnicę. W tych wspomnieniach właśnie. Młodzi często, niestety, pielęgnują nie to co trzeba: urazy, poczucie krzywdy, zdrady. Bo przecież jesteśmy pokoleniem „ofiaronizmu”, lubimy się nad sobą poużalać. Takie czasy. Natomiast seniorzy dbają o dobre wspomnienia. I chwała im za to. Powinniśmy, my młodzi, patrzeć na starsze pokolenie z podziwem i ogromnym szacunkiem. 

Dotychczasowe książki, które Pani opublikowała, opowiadały historie osób młodych. Dlaczego tym razem główni bohaterowie to osoby w podeszłym wieku?

Na to pytanie chyba już odpowiedziałam wyżej. Poza tym w powieści moje staruszki jawią się czytelnikowi również z okresu własnej młodości. Poznajemy je, gdy mają niewiele ponad dwadzieścia lat. I już mają swoje traumy, ale i nadzieję, że będzie lepiej. I dążą do tego, by te nadzieje zostały spełnione. Nie chciałabym robić podziału: bohater młody, bohater stary. Senior jest takim samym bohaterem, tylko bogatszym życiowo, ciekawszym zarówno dla twórcy, jak i dla czytelnika. Może wnieść dużo, dużo więcej!

Książka Och, Elvis! opowiada o przyjaźni do grobowej deski, albo i dłużej. Czy wierzy Pani w taką przyjaźń?

Oczywiście. Gdy człowiek przestanie patrzeć z perspektywy strachu i wychodzi z pozycji ofiary, wówczas nie widzi dookoła nikogo, kto życzyłby mu źle, a wówczas nie stoi nic na przeszkodzie, by relacje, jakie zawiązuje, były wartościowe i trwałe. Bo któż jest odpowiedzialny za to, czy przyjaźnię się z tym czy z tamtą? Tylko ja sam. Dlatego wszystko zależy od postawy. Jeśli chcę, to się przyjaźnię. To prosta podstawowa zasada: odpowiedzialność za własne decyzje.

Przyjaciółki Alicji postanawiają spełnić jej marzenie, choć nie jest to łatwe. Jednak przyjaźń i chyba też ochota na przygodę sprawiają, że starsze panie decydują się podjąć ten trud i pokazać przyjaciółce grób Elvisa. Kradzież urny, daleka podróż bez większych przygotowań to dość nietypowe zachowania jak dla polskich seniorek. Skąd wziął się pomysł na fabułę?

Bardzo chciałabym, by polskie seniorki były jak moje dziewczyny! Mamy kilka przykładów w literaturze czy kinematografii na to, że życie po siedemdziesiątce może nie być nudne i przewidywalne. Oczywiście te przykłady są rodem z Zachodu, ale rozejrzyjmy się dookoła. Czy naprawdę nie zdarza się nam zauważyć przebojowego seniora? A może za słabo patrzymy? A może w ogóle nie patrzymy. Może w tym właśnie tkwi problem, wspierany pokutującymi stereotypami. Bo przebojowi seniorzy nadają się tylko na bycie aktywnymi dziadkami dla wnuków, ale żeby mieć własne życie, to już jakoś tak dziwnie :). Uwielbiam położną w jednym z warszawskich szpitali. Nie jest co prawda osobą po siedemdziesiątce, ale w jej wieku zazwyczaj osoby cechują się narzekaniem i marudzeniem. Ona natomiast jest zawsze uśmiechnięta, zwariowana i pozytywnie nastawiona. Miałam też okazję porozmawiać z nieznajomymi seniorami, regularnie spotykającymi się na brydża w jednym z warszawskich domów kultury. Elegancko ubrani, z błyskiem w oku i wielkim uśmiechem na ustach. Radość się nie starzeje. 

W naszym serwisie niedawno ogłosiliśmy akcję promocyjną dla wydawnictw. Wysłaliśmy dziesiątki maili z zapytaniem o promocję książek, które mogliby przeczytać seniorzy. Odpowiedzi jakie otrzymaliśmy to w dużej mierze informacje, że seniorzy nie będą zainteresowani publikacjami konkretnych wydawnictw. Natomiast wydawcy, którzy zdecydowali się na opublikowanie u nas artykułów promujących ich książki, proponowali poradniki dla seniorów oraz książki dotyczące przejścia na „drugą stronę”. Jak Pani myśli, dlaczego polscy seniorzy są postrzegani w taki sposób? Przecież osoby będące na emeryturze czy opiekujące się wnukami mają wiele różnych zainteresowań. Współpracujące z nami panie cenią sobie romanse, panowie kryminały, ale czytają również książki polityczne czy historyczne. Dlaczego osoby 60+ nie są postrzegane jako w pełni wartościowi czytelnicy?

Zadziwia mnie to, mówię tu też z perspektywy wydawcy. Nie znam takiego toku myślenia, może dlatego, że otaczam się seniorami, którzy uwielbiają czytać i nie są to poradniki, lecz beletrystyka. Znów chyba pokutują stereotypy, których sami jesteśmy twórcami. Nie ma się co jednak dziwić. Co teraz jest wyznacznikiem „prawdy” i punktu widzenia dla młodszych pokoleń? Media, Internet. A ile miejsca się w nich poświęca seniorom? No właśnie, prawie wcale. Nie ma się co dziwić, że ta grupa wiekowa jest bardzo błędnie przez nas postrzegana albo nie postrzegana wcale. Seniorzy są niewidzialni. Moja bohaterka, Joanna, mimo iż pracuje jako dyrektorka domu spokojnej starości, również nie zauważa seniorów. Jak to możliwe? A właśnie tak, jak to ma miejsce w naszej współczesnej rzeczywistości. Czy dostrzeże ich później? Zwariowane seniorki już o to zadbają na swój sposób.

Gdyby miała Pani zaproponować książki dla naszych czytelników, na co zwróciłaby Pani uwagę? Nie chodzi o konkretne tytuły, ale raczej o cechy powieści/opowiadań. Co Pani zdaniem jest ważne dla czytelnika seniora oraz czy te cechy są charakterystyczne dla grupy wiekowej czy może dotyczą wszystkich osób czytających książki?

Każda historia, niezależnie od gatunku, niesie ze sobą jakąś wartość. Czasami jest to tylko czysta rozrywka. Innym razem to opowieść, zmuszająca nas do postawienia sobie pytań, skłaniająca do poszukiwań. Często sięgamy po powieść, by przeżyć dawno zapomniane emocje, poznać czyjeś życie, przejrzeć się w nim. Wszystko zależy od nastroju, od potrzeby. Dlaczego senior nie miałby czytać komiksów? 

Dla jakiego czytelnika najłatwiej/najtrudniej pisać książki? Czy podział na literaturę męską, kobiecą, młodzieżową, senioralną ma dziś sens?

Ach, jakie dobre pytanie. Tak bardzo nie lubię takiego podziału, że krzyczeć mi się chce, jak ktoś o tym wspomina. Rozumiem, że pod kątem marketingu, promocji klasyfikacje są nieuniknione, ale sama chętnie sięgam po książki sklasyfikowane jako literatura kobieca, chętnie po powieści młodzieżowe i literaturę męską (o rany, jakaż to?). Osobiście piszę o tym, co mi w duszy gra. Poruszam tematy ważne dla mnie, dla bliskich, dla kogoś, o kim przeczytam, usłyszę, kogo zauważę na ulicy. I choć zazwyczaj piszę dla dorosłych, ostatnio rozpoczęłam przygodę z literaturą młodzieżową i również bawię się przy tym doskonale. Przeżywam emocje razem z bohaterami, obserwuję ich i ich wybory, dylematy, razem z nimi podejmuję decyzje, a potem ponoszę ich konsekwencje. Piszę, idąc za głosem serca, co zazwyczaj podoba się czytelnikom, a nie zawsze księgarzom. Oni w literaturze upatrują czystą matematykę. U nich liczą się cyferki, które muszą się zgadzać. Ja, pomimo mojej miłości do matematyki, wybrałam litery i kreślę nimi obrazy, które drzemią w mojej głowie. Nie znam zatem odpowiedzi na to pytanie.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że wydawcy i pisarze zauważą seniorów. Przy okazji życzę też wszystkim naszym czytelnikom, aby stali się jak pani dziewczyny. 🙂

 

Z autorką książki “Och, Elvis” rozmawiała Agnieszka Pytlińska