Szach-mat starości

starość
Fot. pixabay.com

Trudno jednoznacznie określić, kiedy tak naprawdę zaczyna się nasza starość. Z reguły każdy widzi to inaczej i najczęściej jest tak, że o jej nadejściu, jak przy zdradzie, my sami dowiadujemy się o niej ostatni. Bywa i tak, że nie chcemy jej uznać, wmawiając sobie, że nie jest ważne, ile mamy lat, ważne na ile się czujemy. Choć znam i takie osoby, które w wieku lat czterdziestu już uważają się za starych, co ma niejakie uzasadnienie, bo będąc dziećmi, często tak postrzegamy ludzi w sile wieku.

 

Z psychologicznego punktu widzenia świadomość, że jest się już starym, jest mało komfortowa, gdyż jest nam już bliżej niż dalej – wiadomo do czego. Na dodatek bywa i tak, że każdego ranka towarzyszy nam jakiś ból z powodu niedoskonałego funkcjonowania, jeszcze nie tak dawno całkiem sprawnego ciała. I nie pomaga jakże optymistyczne powiedzonko, które mnie nachodzi po przebudzeniu, gdy próbuję rozruszać stawy, że jak po pięćdziesiątce nic cię nie boli, to znaczy, że nie żyjesz. Większość z nas zamiast śniadania musi przełknąć kilka tabletek, aby móc jako tako funkcjonować przez resztę dnia. Do tego dochodzi to nieznośne poszukiwanie okularów, bo już, człowieku, nie sposób sobie przypomnieć, gdzie wieczorem się je położyło.
 

 

Z resztą dnia nie jest lepiej. Bombardowany jesteś reklamami sprawnych, zdrowych i szczęśliwych, którzy odgrywają jakąś komedię z twoich dolegliwości i natychmiast znajdują wybawienie w suplementach diety, cudownych właściwościach naturalnego magnezu, mogących jeść tłuste potrawy dzięki jeszcze bardziej rewelacyjnemu lekowi na schorowaną wątrobę. I zastanawiasz się dlaczego na ciebie te wszystkie cudowności nie działają. Na widok wbiegającego po schodach Pałacu Kultury faceta, tak po sześćdziesiątce, który pokonuje je z uśmiechem na ustach, mnie natychmiast dopada podwyższone ciśnienie, brak mi tchu, czuję zakwasy i oblewam się potem. A przecież ja mu się tylko przyglądam. I już na cały dzień bywam zdołowany. Mało? Wystarczy, że musisz iść do lekarza po receptę na lekarstwa, które teraz zastępują ci ulubione w dzieciństwie landrynki. Siadasz w oczekiwaniu na swoją kolejkę i stajesz się mimowolnym słuchaczem jakichś kumoszek. Ja zazwyczaj wtedy żałuję, że nie mam problemów ze słuchem. Barwne opisy różnych dolegliwości, realistyczne opisy operacji, a wreszcie cała litania niepochlebnych opinii o lekarce, której za chwilę muszę powierzyć swoje zdrowie, czyni ten czas oczekiwania prawdziwym koszmarem.

 

Później nie jest lepiej, bo obiad koniecznie dietetyczny, cienka kawa bez cukru, ohydne ziółka, kolejna porcja tabletek, obowiązkowa drzemka, ponowne rozruszanie stawów, spacer, na który nie zawsze masz ochotę i kolejny zestaw dołujących reklam w telewizornii. I co najgorsze, gdy wreszcie po ciężkim dniu idziesz spać, już nie towarzyszą ci marzenia o wspaniałej miłości, fascynujących podróżach czy sukcesach w pracy, o której już z powodu emerytury zapomniałeś. Co najwyżej usiłujesz zapamiętać, gdzie odłożyłeś okulary, aby ich rano znów nie szukać.
 

okulary
Fot. Pixabay.com

Na szczęście nie dla mnie ta ponura wizja, którą usiłowałem odmalować, korzystając z ironii. Tak mi swoją starość przedstawił niedawno mój nowy znajomy, gdy nieświadomy niczego zapytałem, jak mu się wiedzie. Bo według mnie, sprawa, choć nie jest łatwa, jednak jest do załatwienia. Wystarczy tylko zmienić punkt widzenia na to, co zwykło się nazywać starością. Wystarczy przeanalizować swoje dawne marzenia i uzmysłowić sobie, ile z tych marzeń się spełniło, by dojść do wniosku, że te są tylko ozdobnikiem naszego myślenia. A ból stawów czy inne dolegliwości? Cóż, człowiek to taka istota, że nawet do tego się przyzwyczai. Aby przestać się dołować, wystarczy z telewizora zrobić kwietnik, a zamiast niego uciec do książek, muzyki, rozglądnąć się za znajomymi, równie jak my stęsknionymi za rozmowami nie tylko o chorobach. Owo poszukiwanie okularów można traktować jako codzienny rytuał, tak jak mycie rąk przed posiłkiem, czy wieczorną modlitwę. Idąc do lekarza, zawsze zabieram smartfon i słuchawki, aby zamiast horrorów delektować się ulubioną muzyką.

 

Ale jest jeszcze coś, coś chyba ważniejszego niż radzenie sobie z kłopotami dnia codziennego. To
szukanie pasji, która pozwoli ci się cieszyć każdym nowym dniem danym od życia. Znalazłem dwie, które spełniają moje oczekiwanie, które są realizacją moich młodzieńczych marzeń. Jedną z nich jest pisanie, drugą – gra w szachy. Kilka zdań właśnie o tej drugiej. Pasjonowałem się tą grą w młodości, ale gdy nadszedł czas samodzielnego ścierania się z przeciwnościami życia dorosłego, szachy odstawiłem w kąt. Wymagały zbyt dużo wolnego czasu i spokoju, a tego wcale w nadmiarze nie było. Po przejściu na emeryturę ta pajsa odżyła, wystarczyło tylko popytać i poszukać innych pasjonatów. Dziś nie odpuszczę żadnemu turniejowi szachowemu w okolicy, a i korespondencyjnie, przy pomocy netu, grywam z amatorami tej gry z całego świata. Z różnym rezultatem, bo oprócz zwycięstw zdarzają się i przegrane, ale ogólnie zauważam ciągły progres i powrót do laurów z czasów młodzieńczych. I co najważniejsze, przybywa mi znajomych, więc praktycznie ani na chwilę nie odczuwam samotności, jaka mnie dosięgła. Jak w tytule, mówię starości szach-mat!

 

Mam świadomość, że nie wszyscy grają, nie wszystkim taka gra się podoba, ale wystarczy się rozejrzeć, bo na szachach przecież świat się nie kończy. Każda forma ucieczki od szarości dnia codziennego jest wybawieniem dla ludzi w moim wieku. A cokolwiek by o tym wieku nie powiedzieć, czas na pasje na pewno się znajdzie.

 

Autor: Kornel Wolny

Szach-mat starości
5 (1)

2 komentarze


  1. Bardzo optymistycznie działa poczytanie takiego felietoniku, może nawet wyzwoli „zryw” myślowy , a co za tym idzie czyny i wzrost energii , tej bardzo pozytywnej. Dziękuję za pokazanie”różowego” spojrzenia na życie emeryta.:)

    Odpowiedz

  2. Proszę 🙂 Z tym różowym kolorem byłbym jednak ostrożny, można doznać strasznych w skutkach rozczarowań 🙂 Zdecydowanie bardziej polecam slogan z „Seksmisji”: jasność widzę, jasność :)))

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *