Och, Elvis! Opowieść o przyjaźni, trudnym życiu i marzeniach

och,elvisNowa książka Mariki Krajniewskiej gościła już naszych łamach. W czasie, kiedy książka miała swoją premierę, na naszej stronie opublikowaliśmy ciekawy wywiad z autorką. Pani Marika odpowiadała na pytania dotyczące książki, ale również jej głównych bohaterek – trzech przyjaźniących się seniorek. Dziś nadszedł czas na naszą opinię o książce.

Trudne początki

Muszę przyznać, że książka „Och, Elvis!” nie należy do tych, które czytałam z zapartym tchem. Trudno było mi przebrnąć przez pierwsze strony, a ich treść wydawała mi się nieco zagmatwana – ale to może było wynikiem upału i ogólnych trudności z koncentracją 😉 . Kiedy już przebrnęłam przez pierwsze kilka stronic i oswoiłam się ze stylem autorki okazało się, że historia przez nią opowiadana jest coraz ciekawsza.

Staruszki na placu zabaw

Główne bohaterki książki poznajemy podczas zabawy na placu zabaw. Słońce dopiero wstaje, a trzy starsze panie roześmiane okupują dziecięcą zjeżdżalnię. Alicja, Maria i Genowefa spierają się o drobnostki i wspominają dawne czasy. Jak się okazuje panie znają się od wielu dziesięcioleci, a ich przeszłość splątana jest niezwykle mocno. Łączą je przeżycia z młodości oraz trzy pokolenia mężczyzn.

Przyjaźń do grobowej deski

Trudne stosunki z przeszłości sprawiły, że kobiety zaprzyjaźniły się. Przyjaźń ta była bardzo trudna i skomplikowana, niemniej jednak przetrwała dziesięciolecia. Wszystko układało się doskonale, aż pewnego dnia Alicja postanowiła spełnić swoje marzenie – postanowiła jechać na grób Elvisa. Miała gotowy plan i chciała wcielić go w życie wraz z najlepszymi koleżankami. Kiedy już wszystkie trzy panie ustaliły najważniejsze punkty związane z podróżą – Alicja umarła.

Przyjaźń poza grób

Maria i Genowefa nie chcąc jednak pozbawiać przyjaciółki możliwości spełnienia największego marzenia i postanawiają zabrać ją do Ameryki. Porywają urnę z prochami przyjaciółki i organizują wyjazd na grób Elvisa. Czy wyprawa się uda? Na to pytanie nie odpowiem…

Powieść Mariki Krajniewskiej to nie tylko opis przyjaźni trzech kobiet na przestrzeni kilkudziesięciu lat, ale również ukazanie ich starości. W oczach autorki starość nie musi być szara i smutna. Każda z głównych bohaterek ma swoją historię, ale też ma teraźniejszość. Jedna z powodu bólów reumatycznych i problemów z chodzeniem korzysta z hulajnogi. Druga z pań uważa, że najlepszymi przyjaciółmi człowieka są drzewa, więc w zależności od nastroju należy przytulić się do konkretnych gatunków. Jedne drzewa koją nerwy i uspokajają, inne poprawiają humor, a jeszcze inne pozytywnie wpływają na zdrowie. Trzecia pala niezwykłym uczuciem do Elvisa i marzy o podróży na koniec świata. Staruszki wykreowane przez Krajniewską są bardzo zwyczajne, ale równocześnie barwne i pomysłowe. Cierpią z powodu typowo starczych chorób a równocześnie kochają spędzać czas na dziecięcych huśtawkach.

Podczas czytania książki w pierwszej chwili nie wiedziałam jak ją odebrać, ale bardzo szybko zaczęłam uśmiechać się pod nosem, kiedy staruszki po raz kolejny wprowadzały swoje, zdawać by się mogło, absurdalne plany w życie. Choć książka może wydawać się lekturą typowo kobiecą to zapraszam do czytania również mężczyzn. Jestem przekonana, że trzy, wesołe staruszki podbiją serce każdego czytelnika.